fbpx

Vegeraj w restauracji Vege Miasto w Warszawie

by Kucharka w baletkach

Vege Miasto to restauracja, do której wybierałam się kilka lat, a kiedy w końcu poszłam to potem chciałam spróbować całego menu. Zabrał mnie tam w końcu znajomy, który praktycznie codziennie je wegański lunch na mieście, więc wie, gdzie dobrze karmią, a gdzie nie i gdzie ceny są spoko, a gdzie wygórowane. Vege Miasto na pewno można nazwać przyjemnym miejscem, ceny lunchu są bardzo ok, dań z menu już bardziej warszawskie (26-30 zł), ale w godzinach szczytu naprawdę trudno o miejsce. Warto zrobić wcześniej rezerwację, ale wtedy trzeba liczyć się z dodaniem 10% do rachunku, bo zamiast zamawiać przy ladzie Panie kelnerki podejdą do stolika.

Co można zjeść w Vege Mieście?

Do wyboru mamy zawsze lunch tygodnia i lunch dnia (20 zł, 25 zł z zupą), pierogi, makarony, dania stałe z karty (od 26-32 zł), ciasta (ok. 15 zł), kawę, herbaty (ok. 10 zł) i inne napoje. Dużym plusem Vege Miasta jest też szybkość obsługi – nawet w godzinach szczytu na jedzenie czeka się max. 15 minut.

U mnie na pierwszy ogień poszła kawa cykoriowa na mleku sojowym. Piłam dotychczas kawę zbożową, ale ta była zdecydowanie najlepsza. Bardzo wyrazista, lekko orzechowa. I miałam piękne serduszko na wierzchu, które dodało całości uroku. Kiedy odwiedzam Vege Miasto prawie zawsze ją zamawiam – naprawdę uwielbiam! Próbowałam też herbaty z malinami i pomarańczami, która również była przepyszna, świeża i pięknie się prezentowała.

Przy pierwszej wizycie zdecydowałam się na – burrito meksykańskie podane z pastą z awokado z czarnym sezamem (26 zł). I mimo, że nie jestem fanką ananasa, który jest w składzie sosu i pytałam nawet pani czy da się go usunąć (nie dało się) to tutaj pasował idealnie. Sama tortilla pełnoziarnista już była pyszna – ciasto miało fajny smak, było lekko chrupiące i cieniutkie. Idealna tortilla, która idealnie pasowała z chili, z którego czuć było świeżość, dobre doprawienie i przyjemną pikantność (ale nie taką meksykańską – bardzo łagodną). Jedynym jego minusem było to, że podany na pół zimno. I choć i tak super smakuje to jakby go podgrzać chwilkę dłużej byłby idealny. I zamawiałam jeszcze jakiś czas później burrito i znowu za mało podgrzali, więc po prostu chyba tak je zawsze podają… I tak je polecam, ale nie zdziwcie się, jeżeli nie będzie super ciepły.

Kolejnym daniem z karty, które miałam okazję spróbować było bakładoro, czyli pieczony w pomidorowym sosie bakłażan pod wegańskim serem podany z surówką dnia i ryżem lub kaszą (26 zł). To danie walczy razem z buritto o palmę pierwszeństwa w moim sercu i nie mogę zdecydować się, które danie powinno ją zgarnąć. Bakłażany są skąpane w aromatycznym pomidorowym sosie z kaparami, mięciutkie i aromatyczne. Wegański topiony ser świetnie do nich pasuje. Tofu z sosem podane obok nich jest smaczne, ale trochę nie wiem, dlaczego się tam znalazło ;p Ja od razu wyrzuciłam z nich oliwki, ale i tak daniu nic nie brakowało. Moja koleżanka nie mogła zjeść takiej porcji do końca, ale ja nie miałam z tym większego problemu ;)

To danie moja mama pokochała do tego stopnia, że kiedy jest w Warszawie nie mogę jej przekonać, żebyśmy poszły do innej restauracji – duży naleśnik szpinakowy z wegańską ricottą z tofu i orzeszków (28 zł) tak je zasmakował, że nie chce jeść nic innego. Próbowałam od niej raz, ale stwierdziłam, że żeby naprawdę go poczuć muszę sama go zamówić. I nie wiem czy moje oczekiwania były takie wysokie, ale byłam nieco zawiedziona. Naleśnik jest smaczny, ale niczym mnie nie zaskoczył. Burrito czy bakładoro miały w sobie coś wyjątkowego, a tutaj wegańska ricotta wydała mi się dość mdła, a sos szpinakowy na wierzchu jeszcze bardziej. Sam naleśnik był troszkę nijaki mimo dodatku szpinaku, a dodatkowo boki były bardzo tłuste, bo dolano za dużo oleju do smażenia – ale tu już ja miałam pecha – mojej mamy zawsze jest ładniejszy, zobaczcie na zdjęciu tutaj, widać różnicę:

Było to do zjedzenia, ale jak na mój gust za mało doprawione i bez charakteru. Zdecydowanie dla wielbicieli delikatnych smaków. Moja mama i koleżanka bardzo sobie chwalą, więc może to po prostu ja, która ostatnio odczuwa zdecydowany pociąg do pikantnych i bardziej zdecydowanych smaków.

I ostatnim daniem z karty, które miałam okazję próbować były cudaki, czyli ziemniaki pieczone faszerowane nadzieniem z tofu, nerkowców z tempehem i serem (29 zł), których mój S. nie był w stanie dokończyć. Nadzienie było bardzo podobne do nadzienia z mojego naleśnika, z tym, że tutaj dodatkowo jeszcze mieliśmy ser wegański i tempeh, które nadawały wyrazistości, ale moim zdaniem wciąż było za mało doprawione. Fajnie pasowało do ziemniaków, ale ja bym nie zamówiła, bo niestety nie jestem największa fanką ziemniaków na tej planecie ;p

Dania dnia i tygodnia, czyli lunche w Vege Miasto

Bardzo fajnym pomysłem, na jaki trafili właściciele Vege Miasta jest codziennie inne danie dnia i co tydzień inne danie tygodnia. Danie tygodnia kosztuje już 26 zł, ale danie dnia już tylko 20, więc to idealny sposób na zjedzenie smacznie, zdrowo i tanio na mieście. Informacja o daniu tygodnia pojawia się około południa w poniedziałek, a dnia około południa każdego innego dnia ;) Zazwyczaj są to propozycje sezonowe i zawsze interesująco brzmiące. Mi zdarzyło się trafić i na dobry i na średni lunch dnia.

Jednym z dań dnia, na które trafiłam były krokiety w sosie grzybowym. Choć nie wyglądają pięknie przez sos pieczarkowy to okazały się super chrupiące i przepyszne. Farsz był fajnie doprawiony, całość była sycąca i smaczna.

Może sama się o to prosiłam, bo nigdy nie byłam fanką faszerowanych papryk, ale stwierdziłam, że skoro Vege Miasto przekonało mnie do kaparów to może i z tym mnie zaskoczą. Ale niestety nie zaskoczyli. Do samej papryki i sera nie mam o co się przyczepić, bo papryka była mięciutka i aromatyczna, a ser topiony zawsze będzie smaczny, ale już nadzienie z ryżu było takie nijakie. Ale i tak gorsze od niego były warzywa w dziwnym sosie na bazie mleka kokosowego, które bardzo chciałam zjeść, ale smak sosu był tak drażniący, że się nie dało. Sama papryka była ok, ale niczym nie zachwyciła.

Wierzę, że dania dnia i tygodnia mogą być super smaczne w Vege Mieście. Ostatnio bardzo kusił mnie lunch dnia z puree z batatów podane z papryką gochugaru, ale ja na razie zostanę przy daniach z karty ;)

Ciastowy zawrót głowy w Vege Mieście

I jak widzicie – Vege Miasto zarówno zachwyciło mnie, jak i czasem lekko rozczarowało swoimi daniami. Ale w przypadku ciast zawsze zachwyciło plus. To ciasta przykuwają uwagę od samego przejścia przez próg Vege Miasta i już od samego patrzenia na nie można zapragnąć je zjeść. Leżą sobie niewinnie za szybką przy kasie, pięknie wyglądają i po prostu nie można ich nie zamówić. Każde z nich ma etykietkę, która informuje, czy ciasto jest bez cukru, bez glutenu, bez soi czy bez mąki.

Moje pierwsze ciacho to był tort marchewkowy z kremem figowym (12 zł). To był już ostatni kawałek i był taki ogromny, że myślałam, że nie podałam, ale się udało. Pełen marchewek, orzeszków, suszonych owoców z wyraźną orzechowo-figową nutą płynącą z kremu. To było jedno z najlepszych ciast marchewkowych, które jadłam w życiu i jeszcze te krem figowy <3 Konsystencja przypominała zwykły maślany krem, a wszystko za sprawa orzeszków nerkowca. Świetna sprawa :)

Inne ciasto, które miałam okazji spróbować to był bananowiec z masłem orzechowym. Ale co to był za bananowiec! Pełen bananów, a do tego każda łyżeczka smakowała, jak byśmy wyjadali masło orzechowe prosto ze słoiczka, ale bez klejącej pozostającej na języku konsystencji. Ja jestem absolutną wielbicielką masła orzechowego, więc dla mnie to było ciasto idealne!

I jeszcze wskoczyła orzeźwiająca, pyszna i lekko słodka lemoniada malinowa :)

Vege Miasto – warto czy nie? – podsumowanie

Jak już pisałam – lokal jest niestety dość mały, więc w godzinach lunchowych i wieczornych trudno o stolik, ale mi się do tej pory udawało dorwać ostatni. W lokalu jest czysto , cicho i przyjemnie, a z metra Ratusz Arsenał można spokojnie dotrzeć spacerkiem dokładnie w 5-7 minut. Obsługa jest uprzejma i pomocna w wyborze. Ceny, jak wspominałam, nie najniższe, ale też nie wysokie. Dla tego smaku myślę, że w zupełności warto. To się nie tyczy ciast, które kosztują ok. 12 zł, ale kawałki są takie ogromne, że można spokojnie się nimi najeść.

I choć naleśnik i ziemniaki nie były dla mnie idealne, a już z pewnością nie papryki, to i tak nigdy nie wyszłam nienajedzona czy niezadowolona z Vege Miasta. Porcje są naprawdę duże, a jeżeli coś mniej smakuje to i tak czuć, że jest to świeżo i starannie przygotowane, a dla mnie już to się liczy :)

Ja miejsce bardzo polecam i na pewno będę wpadać jeszcze wiele razy, bo to zupełnie innych wymiar kuchni wegańskiej. Nie szybkiej i byle jakiej, ale pomysłowej domowej wegańskiej kuchni. Polecam serdecznie :)

Gdzie? Aleja Solidarności 60a, Warszawa
Godziny otwarcia – codziennie od 12.00 do 21.00
Ich strona i fanpage (można zobaczyć menu na stronie ;))
Ile wziąć kasy? Na osobę ok. 50 zł (danie+deser+napój)

Vege Miasto Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato

coś na dokładkę?

2 komentarze

Natalia 25 maja 2018 - 15:11

Faktycznie raj <3 Ciężko byłoby mi chyba się zdecydować co chcę zjeść :D

Odpowiedz
Ervisha 25 maja 2018 - 16:56

Według mnie krokiety wyglądająw porządku :) Chciałabym zjeść co w takiej wege restauracji :)

Odpowiedz

Skomentuj

Close